Historia

8 grudnia 1854 r. Dominik Savio wszedł do tego kościoła, uklęknął przed ołtarzem Niepokalanej i oddał się Jej wypowiadając tę krótką modlitwę (której wychowankowie salezjańscy  przez długi czas uczyli się na pamięć, czyniąc swoją własną):

„Maryjo, oddaję Ci moje serce, spraw, aby było zawsze Twoje.
Jezu i Maryjo, bądźcie zawsze moimi przyjaciółmi, ale litościwie proszę, sprawcie, abym raczej umarł niż bym miał popełnić jeden chociaż grzech”.

Oto ołtarz Madonny, przy którym Dominik Savio się Jej poświęcił i obraz, który upamiętnia powołanie Towarzystwa Niepokalanej, 8 grudnia 1854 r. Dwa lata później Dominik tam powrócił, aby powtórnie  uklęknąć przy tym ołtarzu, ale już nie sam, lecz w towarzystwie najlepszych chłopców z Oratorium… Założył Towarzystwo Niepokalanej. Zadawał sobie pytanie: Mamy tylko my, sami, czynić dobro dla innych? Dlaczego nie połączyć wszystkich najbardziej chętnych w pewną ‘sekretną społeczność’ i stać się grupą małych apostołów wśród innych?” Ks. Bosko zaaprobował ten pomysł. Dominik nie wiedział, że pozostanie mu tylko nieco ponad 9 miesięcy życia, ale zdołał stworzyć swoje dzieło: ci ‘pierwsi współtwórcy’ Towarzystwa zostaną później salezjanami (oprócz niego, który ‘poszybował’ do Nieba). Założone przez niego Towarzystwo przyjmie się później w każdym Domu salezjańskim i będzie istnieć przez przeszło 100 lat. Tworzyć je będą grupy zaangażowanej młodzieży. Będzie też źródłem utwierdzonych powołań. W tym również kościele przed tabernakulum, w tyle głównego ołtarza, Dominik Savio miał ekstazę; trwała ona przeszło sześć godzin.

Ks. Michał Rua odprawi w tym kościele swoją pierwszą Mszę św. w 1860 r.

22 października 1860 r., przy pierwszych drzwiach (od lewej) tego kościoła miało miejsce nadzwyczajne wydarzenie. Franciszek Dalmazzo przybył na Valdocco w wieku 15 lat. Miał silną wolę, ale słabe zdrowie. Pewnego dnia rzekł do ks. Bosko:  „Lubię księdza, ale jak pozostanę tutaj dłużej, rozchoruję się na dobre. Jeżeli ksiądz pozwoli, napiszę do mojej mamy, aby przybyła mnie stąd zabrać”.
I tak uczynił. Ale z samego rana, kiedy miał odjechać, chciał się  jeszcze wyspowiadać u ks. Bosko. Podczas gdy oczekiwał z tyłu ołtarza na spowiedź i później w czasie, gdy się spowiadał, a także  gdy odprawiał dziękczynienie po spowiedzi – chłopcy odpowiedzialni za dystrybucję chleba raz po raz niepokoili ks. Bosko informacją o tym, że nie ma chleba na śniadanie.
Po tych lamentach, ks. Bosko wysłał ich najpierw do piekarza Magry. A dowiedziawszy się, że piekarz nie chce dać im więcej kredytu, nakazał zebrać pozostały chleb, który był w Oratorium i   powiedział, że on sam im go rozdzieli przy drzwiach…
Franciszek zrozumiał, że zaczyna się dziać coś niezwykłego. Dał znak mamie, aby ta nieco zaczekała. Kiedy przybył ks. Bosko – to jego świadectwo złożone pod przysięgą – wziąłem bułkę jako pierwszy, spojrzałem do koszyka i zobaczyłem, że mieścił on od piętnastu do dwudziestu bułek. Usadowiłem się z tyłu za ks. Bosko i nie obserwowany przez nikogo, stojąc na schodach, otwarłem szeroko oczy na dalszy przebieg wydarzeń.
Ks. Bosko zaczął rozdzielać chleb. Chłopcy ustawili się w kolejce, zadowoleni, że znów otrzymają od niego chleb; całowali jego rękę, a on do każdego z nich wypowiadał jakieś słowo i uśmiechał się.  Wszyscy wychowankowie, ok. czterystu, otrzymało swój chleb. Po rozdaniu chleba chciałem jeszcze raz sprawdzić zawartość koszyka: była w nim taka sama zawartość, jak na początku. Wprawiło mnie to w osłupienie. Biegiem pobiegłem do mojej mamy i powiedziałem do niej: „Nie wrócę już do domu. Tutaj je się mało, ale ks. Bosko jest święty”.
To był jedyny powód, który sprawił, że zostałem w Oratorium i chciałem zostać salezjaninem. (MB 6,77). Franciszek Dalmazzo został księdzem, przez osiem lat był dyrektorem w Instytucie salezjańskim w Turynie-Valsalice i był pierwszym Prokuratorem generalnym Zgromadzenia Salezjańskiego przy Stolicy Świętej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *